„Rozsądek jest to rzecz ze wszystkich na świecie najlepiej rozdzielona, każdy, bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej jest zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niźli posiadają”[1].
Niepokojące uczucie bezsilności czy też bezradności w zrozumieniu złożoności świata, tej rzeczywistości otulającej nas niczym biały kaftan, jest tym okrutnym żartem, z którego nie można się śmiać lub nie powinno a raczej rozpaczać. Trudno jest zatem wyobrazić sobie człowieka, w którym brak podstawy egzystencji dokuczało bardziej niż zimny północny klimat Szwecji. Takim człowiekiem jest Rene Descartes autor „Rozprawy o metodzie”. Descartes charakteryzuje się dążeniem ku wiedzy, pragnieniem ciągłego budowania własnego umysłu oraz uporczywym szukaniem i poznaniem prawdy. Pomocna okazać się miała w tym filozofia. Lecz to, co najbardziej zastanawia Kartezjusza to fakt nie zadawalającego stanu nauk i brak odpowiedniej metody, takiej metody, dzięki której, zdobywanie wiedzy, byłoby łatwiejsze, ale co najważniejsze jasne, wyraźne i niezawodne.
Jeżeli istnieją dokumenty, które mogą uchodzić za podstawę nowożytnej filozofii świadomości, to na pewno są nimi „Rozprawa o metodzie” oraz „Medytacje o pierwszej filozofii”. Kartezjusz, „filozof świadomości”, w sześciu medytacjach występuje początkowo jako niszczyciel, który pomimo retorycznych ukłonów pod adresem wielkich autorytetów kościelnych stara się zakończyć przyjmowanie rozmaitych tez za tak oczywiste, jak mogły innym się wydawać. Zgodnie ze swoim programem uważa, że żadna treść tradycyjnej filozofii nie powinna być wyłączona z poddawania jej ocenie krytycznej, czyli w tym wypadku, wątpienia. Owo wątpienie odwraca, bowiem kierunek patrzenia, ponieważ nie tradycja, ale indywidualna świadomość staje się źródłem prawomocności. Zaskakujący projekt Kartezjusza prowadzi do wniosku, że można poddać w wątpliwość wszystkie poglądy, całą tradycję, a nawet siebie samego, ponieważ powinno się liczyć ze złą wolą istoty wprowadzającej w błąd świadomość indywidualną. Z wątpienia wychodzi nowa filozofia świadomości, choć zachowuje jeszcze kilka wątków antycznych oraz scholastyki średniowiecznej. Szukając pewnego fundamentu poznania Kartezjusz odnajduje pewność w Cogito, ponieważ nawet wtedy, gdy coś wprowadza w błąd, podmiot myślący zachowuje pewność swojego istnienia. W tym procesie wątpienia i myślenia Kartezjusz odnajduje pewność, że istnieje podmiot, czyli ten, który wątpi. W „Rozprawie o metodzie” Kartezjusz sprowadza te zależności do formuły „cogito, ergo sum” (myślę, więc jestem).
Temat prawomocności wnioskowania, na którym jest oparta formuła, powoduje wiele dyskusji w filozofii pokartezjańskiej. Szczególnie ważny okazuje się Kant, który atakuje Kartezjańskie orzekanie o istnieniu z perspektywy pierwszej osoby. Za pomocą samego myślenia indywiduum i samego pojęcia, jakie posiada, nie można potwierdzić istnienia Boga ani też istnienia tego właśnie indywiduum.
Jednak pomimo zarzutów przeciwko argumentacji formuły „myślę, więc jestem” nie zmienia to znaczenia historycznego i próby rozpoczęcia nauki od początku. Dla tematu świadomości bardzo ważne jest to, w jaki sposób Kartezjusz ujmuje pojęciowo swoje myślenie. W łacińskim pojęciu „cogitatio”, jakiego używa Kartezjusz rozróżnienia po między duchem i duszą lub intelektem i wolą, są dość uproszczone i można „cogitatio” i świadomość merytorycznie utożsamić. Kartezjusz próbuje zrezygnować z tradycyjnego rozróżnienia świata materialnego i świata mentalnego, przyjmując podział na dwie substancje; świata składającego się z „res cogitans” (substancji myślącej) oraz „res extensa” (substancji rozciągłej). Czym jest substancja myśląca? „Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce a także wyobraża sobie i czuje”[2] - mówi Kartezjusz podkreślając, że do tego myślącego należy jeszcze duch, dusz, intelekt i rozum. Natomiast substancja rozciągła to nic innego jak materia nieożywiona, do której Kartezjusz zalicza ciało człowieka czy też zwierząt, traktują je jako zwykłe maszyny. Człowiek umiera nie dlatego, że dusza opuszcza ciało, ale z tej prostej przyczyny, że maszyna ciała przestaje funkcjonować i wówczas bezdomna dusza musi je opuścić. Jedynie substancja myśląca zostaje wyłączona z tego obszaru mechanistycznej fizyki i przyrodoznawstwa. Nie może ona stać się przedmiotem badania naukowego, może być za pomocą introspekcji bezpośrednio wiadoma danemu podmiotowi. Subiektywna introspekcja jest, zatem jedynym źródłem poznania ludzkiej świadomości. W tym również uwidacznia się nowożytna indywidualność i podmiotowość, kierująca się przeciwko dziedzictwu tradycji. Utożsamienie świadomości i życia mentalnego oraz zakładanie o bezpośredniej introspekcyjnej dostępności dla indywiduum treści świadomościowych sugerują, że podmiot jest ahistorycznie gotowy oraz tożsamy z sobą i całkowicie dostępny dla samego siebie dzięki świadomości.
Jednak pojęcie świadomości u Kartezjusza nie wynika wyłącznie z zainteresowania zjawiskiem świadomości, stanowi część o wiele szerszej teorii. Dlatego badanie znaczenia świadomości w całym systemie nie pozostaje w żadnym stosunku do zainteresowania rzeczywistą analizą zjawisk świadomościowych. Właściwe znaczenie tematu świadomości u Kartezjusza jako twórcy filozofii świadomości polega na dążeniu, aby z jednej strony oprzeć poznanie na podstawach mocnych i pewnych, a z drugiej uprawomocnić powstające nowożytne nauki przyrodnicze. Kartezjusz osiąga cel środkami analizy świadomości, ponieważ w formule „myślę, więc jestem” zawarta jest pierwsza pewność poznania. Z zasady „myślę, więc jestem” Kartezjusz podejmuje w „Medytacjach” wprowadzić dowód pewności poznania materialnego świata zewnętrznego.
Argumentacja Kartezjusza nie jest już dziś w szczegółach aktualna, jednak ważny pozostaje jego tok argumentacji na temat istnieniu Boga oraz koncepcja jasności i wyrazistości jako pewnego rodzaju sprawdzanie prawdziwości poznania. Tym samym staje się możliwa teoria subiektywnej świadomości, która jednocześnie obejmuje obiektywne akty i treści świadomości jako podstawy poznania istnienia Boga i świata zewnętrznego. Bardzo często jesteśmy gotowi przyjąć bezkrytycznie wiele rzeczy, które mogą być fałszywe lub co najmniej niepewne. Pokazując trudności, które towarzyszą ustanawianiu pewnych akceptowalnych tez, Kartezjusz nie próbuje nawrócić nas na sceptycyzm czy w ogóle zwątpienie, ani też nie próbuje uczynić nas niezdolnymi do zaakceptowania danego poglądu ze strachu, że mógłby okazać się fałszywy. Zamiast tego podejmuje próbę znalezienia pewnej podstawy dla naszej wiedzy, podstawy tak pewnej, żeby nawet największy sceptyk nie mógł zachwiać tego, co na owej podstawie zostanie zbudowane.
















18/09/2011
Esej