„I z czego śmiejesz się polski kutasie?!” Zabawne? Niekoniecznie. Człowiek, który zwrócił się do mnie tymi słowami został natychmiast zwolniony, lecz niestety, tylko na dwa tygodnie. Czy zachowanie szkockiego pracownika było przejawem dyskryminacji? Nie ulega wątpliwości, że dyskryminacja wystąpiła dość jasno i wyraźnie. Jednak dyskryminacja nie zawsze bywa tak oczywista, bowiem uszczypliwa, długotrwała, złośliwa, bywa gorsza niż jednorazowa i bezpośrednia. Dyskryminacja boli tym bardziej, jeśli osobą dopuszczającą się łamania prawa jest sam pracodawca lub grupa nadzorująca pracowników; pracowników, którzy często z różnych powodów, mówiąc kolokwialnie, odpuszczają.
Prawo
Najogólniej rzecz ujmując dyskryminacja oznacza odmienne traktowanie różnych podmiotów znajdujących się w podobnej sytuacji. Innymi słowy, dyskryminacja to przede wszystkim nierówne, zróżnicowane traktowanie pracowników, ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, religię, przekonania polityczne, orientację seksualną, a także narodowość. Dyskryminacja może mieć charakter bezpośredni, albo pośredni. Bezpośrednia dyskryminacja zachodzi wtedy, gdy jakaś osoba jest traktowana w sposób mniej korzystny niż inna osoba w podobnej sytuacji, ze względu na jakieś kryterium lub cechę ( np. z powodu swojej płci, wyznania, narodowości, etc.). Natomiast dyskryminacja pośrednia ma miejsce wtedy, gdy pozornie neutralne, a więc nieróżnicujące kryterium, powoduje, że dana osoba, lub grupa znajduje się w gorszej porównywalnie sytuacji do innych osób. Oba rodzaje dyskryminacji są zabronione i podlegają karze.
Pośrednio
Pani Zosia, młoda, atrakcyjna kobieta, pracowała w jednej z okolicznych firm; firma jest potężna, międzynarodowa, ale przede wszystkim oferuje stałą pracę, no chyba, że komuś nie podoba się system dyscypliny. Generalnie pani Zosia nie narzekała, a nawet odchodząc z pracy miała łzy w oczach. Jednak to nie jedyny przypadek, kiedy piękne oczy pani Zosi pokryły się smutkiem. „Pieprzona idiotka!”. Dlaczego? Już wyjaśniam. Pani Zosia została nazwana „Pieprzoną idiotką” przez jednego z pracowników; wulgarnego, agresywnego młodzieńca. Zbeształ Zosię tylko dlatego, iż po wykonaniu swojej pracy postanowiła uciąć rozmowę z inną wyrobioną koleżanką. Chłopakowi oberwało się zdrowo. Został odsunięty od pracy na okres jednego tygodnia. Otrzymał również ostrzeżenie. Czy można w tym przypadku mówić o dyskryminacji? Nie. Chwileczkę, to nie koniec historii. Irenka, młoda, atrakcyjna kobieta pracowała, jak co dzień, sprawdzając jakość produktu wyprodukowanego przez załogę. Niestety, Irence humor popsuła wyspiarska porywczość. Szkotka rzuciła w kierunku spokojnej Irenki wrogo nastawione spojrzenie, kilka niewybrednych słów oraz przedmiot. Irence nic się nie stało. No prawie. Roztrzęsiona nie wiedziała, czy zignorować zdarzenie licząc, że następnym razem nic podobnego nie będzie miało miejsca, czy opowiedzieć o wszystkim supervisorowi? Irenka postąpiła słusznie wybierając opcję drugą. Efekt? Formalnie, żaden. Zatem, w którym miejscu zaistniała dyskryminacja? Otóż zaistniała. Reasumujmy: Ofiara pierwsza: „Pieprzona idiotka” (Polska). Ofiara druga: Roztrzęsiona Irenka (Polska). Oprawca pierwszy: Wulgarny, agresywny młodzieniec (Szkocja). Oprawca drugi: Nie ma. (Szkocja). Dyskryminacja zaistniała pośrednio? Dlaczego? Nie wiem, ale jedno wiem na pewno. Każdego poranka, kiedy supervisor przedstawiał raport z dnia poprzedniego, cała ekipa stała prawie na baczność. Napisałem cała? Przepraszam. Pomyliłem się. Niemal każdego dnia, na biurku (nie krześle) supervisora siedziała kobieta/oprawca numer dwa, ziewając, dłubiąc w zębach, uszach i nosie. Obrzydliwe, prawda? Nie chodzi mi o dłubanie.
Bezpośrednio
Skoro wspomniałem już o siedzeniu to słów kilka należałoby powiedzieć. Trzeba zrozumieć firmę, trzeba zrozumieć pracodawcę. Praca jest od tego, aby pracować, a nie siedzieć. To oczywiste. Jednak nie zawsze. Zdarzają się momenty, kiedy z braku pracy pracownik (fizyczny, stojąc) szuka sobie zajęcia zastępczego. Naturalnym odruchem jest odpoczynek. Najlepiej w pozycji siedzącej. Wspomniana przed chwilą Szkotka dzień pracy rozpoczynała od siedzenia na biurku. Potem było równie wygodnie na schodach urządzenia sprawdzającego jakość produktu. Nigdy nie zauważyłem, aby supervisor zwrócił uwagę na ten fakt. Jednak, kiedy oczekiwałem na kolejny element produkcji kilka minut, reakcja supervisora była natychmiastowa. Skończyło się na miotle, choć inni, w równym stopniu oczekujący, o miotle nie usłyszeli słowa. Kilka miesięcy wcześniej na innej linii produkcyjnej postanowiłem pracować w pozycji siedzącej. Skończyło się pouczeniem, choć dzień wcześniej pracownik Szkocki nie usłyszał ani słowa. Jednak największym moim „siedzącym przestępstwem” okazała się sytuacja, która miała miejsce na linii u najbardziej zagubionego supervisora w firmie; zagubionego w przestrzeganiu równości praw pracownika. Gdy linia przestała pracować, postanowiłem spocząć na chwilę na krawędzi wózka. Supervisor zdecydowanie zabronił mi tego manewru. Jednak chwilę później supervisor rozmawiając z pracownikiem szkockim, kompletnie nie zauważył, iż ten siedział na poruszającej się linii. Gdy po skończonej konwersacji zapytałem, czy w związku z tym mogę usiąść na poruszającej się linii, supervisor natychmiast wezwał mnie do gabinetu. O tym, co działo się w gabinecie opowiem w innym miejscu. Jedno jest pewne. Zostałem potraktowany nieuczciwie. Uważam, że zostałem potraktowany w sposób bezpośredniej dyskryminacji. Tyle o siedzeniu.
O kolejnych bezpośrednich przejawach dyskryminacji w części III.

















21/12/2011 @ 15:31
Nice
21/12/2011 @ 15:32
Nice
by the way… could you please attach eng version
21/12/2011 @ 23:25
Unfortunately. Translator is too expensive for me…