Discrimination part III

23/12/2011

Kontrast

„Towarzysze, zastanówcie się, czym jest nasze życie? Nie obawiajmy się tych słów: żyjemy nędznie, harujemy i wcześnie umieramy. Rodzimy się, otrzymujemy tylko tyle pożywienia, by nie zdechnąć z głodu, a tych z nas, którzy się do tego nadają, zmusza się do pracy aż do upadłego; gdy przestajemy być użyteczni, natychmiast zabija się nas z nieopisanym okrucieństwem. W Anglii nie ma ani jednego zwierzęcia, które ukończywszy rok życia, poznało smak szczęścia bądź odpoczynku. Nie ma w Anglii wolnych zwierząt. Życie każdego zwierzęcia to pasmo upokorzeń i zniewolenia – oto cała prawda. (…) Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest, kim. (…) Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych” – pisał George Orwell pisarz i publicysta angielski.

Folwark zwierzęcy

Rysiek, silny i pracowity jest jak koń, czasami uparty jak osioł, przebiegły jest jak lis, jednak wrażliwości i uczciwości mu nie brakuje Razem z Wandzią, Zosią, Irenką, oraz wieloma innymi pracuje na posiadłości nieopodal Edynburga. Kilka razy w roku zostaje poddany ocenie. Zarządzający chcą wiedzieć, czy pracownik wciąż posiada niezbędne cechy, aby wykonywać ciężką pracę. Jeśli okaże się, że ocena jest najwyższa, Ryśka czeka nagroda; jeśli ocena jest nieco niższa to nagroda również będzie odpowiednio niższa itd. Gdyby jednak okazało się, że pracownik utracił wszelkie pożądane właściwości, nagrody nie będzie, natomiast będą lub mogą być konsekwencje. Ocena odbywa się na podstawie z góry założonych pytań, tabelek, wykresów oraz innych mniej lub bardziej przemyślanych przez zarządcę matematycznych obliczeń. Niektórzy pracownicy dla nagrody (relatywnie niskiej) potrafią pracować ciężko, ciężej, a nawet bardzo ciężko. Innym nagroda nie opłaca się i wykonują swoją pracę „liniowo”, tzn., nie za ciężko, nie za lekko, a w sam raz. Tyle, że zarządcy takie praktyki podobają się średnio. Dygresja: Jeden z pracowników opowiadał mi o tym, jak kiedyś trenował karate. Trener zapytał młodych karateków, czy potrafią zrobić szpagat? Nie? Nauczę was! – Krzyknął. Poprosił o rozszerzenie nóg najbardziej jak tylko było to możliwe. Następnie podchodził i delikatnymi kopnięciami rozciągał naciągnięte nogi. Na kolejnym treningu nóżki rozciągały się bardziej powodując bolesne grymasy na twarzy. I choć wiele osób krzyczało, że dalej już nie można, to po kolejnych treningach sami niedowierzali własnym nogom. Ile człowiek może znieść? Dużo! Jednak istnieją pewne granice. W przypadku karateki granicą był szpagat. W firmie granicą jest wygórowany Target. O czym to ja chciałem powiedzieć? Aha. Rysiek, target wyrabia. Stara się być pracownikiem dobrym. Jednak przy ocenie pracownika zarządza postanowił ocenę zaniżyć. Pytanie: Czy można rozmawiać z supervisorem? Odpowiedź: Można, a nawet trzeba, jeśli tego sobie życzy, wszak to On rozdaje karty. Zatem, powtórzmy pytanie: Czy można rozmawiać z supervisorem? Tak, można. Jednak w „Folwarku zwierzęcym” nie jest to takie oczywiste. Dlaczego? Odpowiadam:, Jeśli supervisorem jest Szkot, można, a nawet trzeba. Jeśli supervisorem jest Polak, nie można, a nawet może być to wykroczenie. Zarządza wpadł na taki pomysł właśnie przy ocenie Ryśka. Gdyby nie kilkakrotne tłumaczenie Ryśka, jego upór i argumenty, zarządza niechybnie wystawiłby ocenę niższą. Jednak nie zmienia to faktu, że podczas oceny Rysiek zrozumiał swoje miejsce w szeregu, a nawet miejsce polskiego superviosora. „Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

O równości słów kilka

„Równość w ludzkiej godności i wynikająca stąd równość praw i obowiązków jest wymogiem, bez którego stoczylibyśmy się w barbarzyństwo. [...] Wiara w tę równość nie tylko chroni naszą cywilizację, ale czyni nas ludźmi” – pisał Leszek Kołakowski, wybitny polski filozof. Nie sądzę, aby zarządcy „Folwarku” czytali Kołakowskiego, nie sądzę, aby czytali polskiego filozofa prezydenci firmy, managerowie, supervisorzy, koordynatorzy, etc., a szkoda. Być może pojęcie równości obowiązywałoby naprawdę, a nie tylko na papierze. To oczywiste, że sprawiedliwości na świecie nie było, nie ma, i najprawdopodobniej nie będzie, ale jeśli my nie przyłożymy do sprawiedliwości swojej ręki „Folwarkiem” rządzić będzie dziki, drapieżny kapitalizm; łamiąc prawo, mobbingując i dyskryminując pracownika. Kurwa mać! Chciałoby się powiedzieć. Tyle, że oceną sytuacji i samą artykulacją nic się nie załatwi. Kurwa mać! – Mówi Iwona, kiedy po minutowej rozmowie z koleżanką supervisor upomina i przywołuje do porządku, choć „inni” pracownicy mogą rozmawiać 5/10/15 minut i dłużej. Kurwa Mać! – Mówi Aneta, kiedy supervisor upomina ją, po 5-ciu minutach spędzonych w toalecie, podczas gdy „inni” przesiadują tam znacznie dłużej. Kurwa Mać! – Mówi Łukasz przyłapany na wysyłaniu smsa, podczas gdy „inni” z telefonu mogą korzystać swobodniej. Kurwa Mać! – Mówi Sylwia pracująca samotnie na stanowisku, problem polega na tym, że gdy jest na urlopie tą samą pracę „inni” wykonują w dwie, a nawet trzy osoby. Prawdziwa klasyka dyskryminacji. Kurwa mać! Kurwa mać! Natalia, Justyna, Małgorzata, Anka, Dorota, Krzysiek, Sławek, Roman, Stasiu, Andrzej, o przepraszam, Andrzej nie przeklina. Niemal każda z wymienionych osób ma swoją historię; historii jest więcej, jednak o wszystkich wspomnieć nie sposób. Jedno jest pewne, Kurwa mać! Nie działa. Natomiast powinno zadziałać głośne i wyraźne domaganie się swoich praw. Ba! Tylko, że tutaj mamy problem. Gdy Polak ostatecznie przełamie się, odważy po kilku lub kilkunastu miesiącach i zdecydowanie powie NIE, zarządca niechybnie wezwie go do gabinetu, a tam skutecznie przekona do zmiany stanowiska lub opinii. Na świecie mamy kryzys, o pracę jest coraz gorzej, a na zewnątrz czekają ludzie z CV w zębach. Kurwa mać!

Big Brother

Chyba nie trzeba tłumaczyć, prawda? I wcale nie chodzi o program rozrywkowy, ani książkę Georga Orwella Rok 1984, tylko o „Folwark” zarządzany przez grupę managerów. Świat zdążył przyzwyczaić się do obserwacji w Internecie, na ulicach, lotniskach, instytucjach czy w pracy. Nikogo już nie dziwi głos wielkiego brata, wzrok czy nawet oddech. Już dawno oddaliśmy część naszej wolności managerom w zamian za wątpliwe bezpieczeństwo i odrobinę pieniędzy. Smutne, ale prawdziwe. Człowiek postrzegany jest jak towar; jeśli działa, to wspaniale, kiedy psuje się wymieniany jest na nowy. Im tańszy, tym lepszy. Posiada identyfikator, numer, a jego życie już na samym początku zostało przeliczone i sprzedane. Nie inaczej jest w „Folwarku”. Każdy pracownik posiada numer. Każdy najmniejszy ruch pracownika jest przeliczony na sekundy, minuty i godziny. Niektórzy nosili krokomierze. W „Folwarku” nie ma mowy o stratach, każda najmniejsza śrubka, rurka, karton, styropian, jest przeliczony, a każdy element ma swoje ważne miejsce; każdy, tylko nie człowiek. Wbrew pozorom w „Folwarku” człowiek jest najmniej szanowanym elementem. Nawet na zasłużoną przerwę niektórzy muszą biec, aby zdążyć w ciągu 10 minut kupić śniadanie w kantynie, wypić wrzącą kawę, zapalić papierosa, skorzystać z toalety i wrócić na stanowisko pracy na czas. Żenującej sytuacji przygląda się Big Brother z dumą spoglądając na doskonale zorganizowane przedstawienie. Nie przygląda się ludziom, przygląda się najmniej szanowanym elementom „Folwarku” szukając pretekstu, aby pouczyć, zwrócić po raz kolejny niepotrzebnie uwagę, uszczypnąć, ironizując lub sarkastycznie zakomunikować swoją rację, wszak „element” powinien działać, a nie komentować lub myśleć. Jednak od tego schematu są pewne odstępstwa. Czy Big Brothera można przekupić? Owszem. I to nawet bardzo prosto. Wystarczy reklamówka cukierków. Tłumaczę. Big Brother uwielbia cukierki. Starsza pani, która cukierki przynosi do pracy lubi Big Brothera. Razem tworzą pewną symbiozę. I choć podczas pracy jeść nie wolno, jednym wolno, innym nie wolno. Starsza pani dzierży reklamówkę słodyczy na stanowisku pracy. O tym przepisy pewnie nie wspominają, ale skoro Big Brother zezwala, czyli można. Jednak Big Brother nie bywa tak łaskawy dla wszystkich pracowników. Przykład: Pewnego dnia pracowałem z Mileną. Dziewczyna była w zaawansowanej ciąży. Po krótkiej przerwie Milena potrzebowała napić się herbaty, miała mdłości, nie czuła się komfortowo. Kubek z herbatą postawiła obok stanowiska pracy. Niestety. Big Brother po spożyciu cukierków u starszej pani, podszedł do Mileny i upomniał, że nie może i nie powinna. Milena herbatę musiała wylać. Mnie również oberwało się za (sic!) ostentacyjne picie wody. Supervisor, który mnie upomniał jak zwykle zauważył to, co chciał zauważyć. Zauważył Polaka pozwalającego sobie na kubek wody. Jednak jak zwykle, niemal każdego dnia, nie zauważał koordynatorki łażącej bez celu z butelką Coca Coli. Ile trzeba mieć w sobie złej woli, aby nie zauważyć, o co tutaj chodzi? Podpowiem: „Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest, kim”. Merry Christmas.

 

 

Next: Mobbing

 

 

Zapisy

Tu i Tam Jestem i mnie nie ma...

3 komentarzy w dniu “Discrimination part III”

  1. People shouldn't be afraid Powiedział/a:

    Pieknie pieknie. takie rzeczy tylko w Szkocji. Moze w tej firmie powinien pracowac Bear Grylls. albo Chuck Norris,ktoremu nawet Klimatyzator nie straszny :)

    Odpowiedz

  2. damianbilinski Powiedział/a:

    W tej firmie powinny działać przede wszystkim związki zawodowe. Wówczas pracownik byłby traktowany jak człowiek, a nie jak numer w ewidencji albo maszyna.

    Odpowiedz

  3. People shouldn't be afraid Powiedział/a:

    zwiazki zawodowe… no tak.prawda.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s