Polscy internauci mogą mieć niebawem podobny problem, co ich amerykańscy koledzy protestujący przeciwko regulacjom SOPA i PIPA. Nasz rząd zamierza 26 stycznia podpisać kontrowersyjne międzynarodowe porozumienie ACTA, dotyczące m.in. walki z piractwem i podróbkami. Organizacje pozarządowe biją na alarm, że ograniczy ono wolność w internecie i pozwoli na inwigilację internautów. Minister administracji i cyfryzacji Michał Boni prosi premiera o ponowną dyskusję w tej sprawie – informuje TVN24.
Zdaniem wielu środowisk społecznych począwszy od właścicieli witryn, artystów, a skończywszy na zwykłych użytkownikach, jest o czym dyskutować, bowiem prace nad dokumentem na szczeblu europejskim rozpoczęto już w 2007 roku, ale negocjacje trzymano w tajemnicy. Sprawa wyszła na światło dzienne przy okazji przecieków Wikileaks, gdy opinia publiczna dowiedziała się, czym może grozić porozumienie, które oprócz krajów UE mają podpisać Australia, Japonia i Szwajcaria, ale przede wszystkim Stany Zjednoczone. Polskie organizację wskazują, że z dokumentów może wynikać m.in. monitorowanie działań abonenta przez dostawców internetu, odcinanie użytkowników od sieci, ujawnianie ich danych osobowych na niejasnych warunkach, etc. Nawet niektórzy europejscy prawnicy i specjaliści zaczęli bić na alarm. Według ich opinii przyjęcie ACTA może prowadzić do blokowania legalnych i wartościowych treści dostępnych w internecie, a tym samym ograniczenia wolności słowa. Bardziej radykalne środowiska zaczęły mówić wprost o planowanej cenzurze internetu. Jednak Ministerstwo kultury jest innego zdania. Wyjaśnia, że ACTA zawiera szereg przepisów gwarantujących, że stosowanie umowy nie będzie prowadzić do naruszania praw podstawowych, w tym prawa do prywatności i wolności słowa, a także, że żaden przepis porozumienia nie wprowadza wymogu blokowania legalnych treści w internecie.
Trudno rozstrzygnąć na tym etapie o słuszności regulacji SOPA i PIPA. Z jednej strony należy zrozumieć twórców i artystów, którym piractwo i nielegalne podróbki odbierają chęć tworzenia. Z drugiej strony ograniczanie użytkowników może grozić intelektualną zapaścią. Jednak gołym okiem widać, że w tym konflikcie istnieje trzecia strona, i właśnie o to najprawdopodobniej toczy się gra tj., cenzura, próba ograniczenia wolności w Internecie oraz inwigilacja. I znowu; z jednej strony wolałbym oddać część mojej wolności na rzecz bezpieczeństwa, ale z drugiej strony nikt nie jest w stanie przewidzieć skutków owej cenzury. Najprawdopodobniej świat nie zmierza w kierunku Korei Północnej, ale bezgraniczna wolność nie służy światu. W obliczu przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i nieobliczalnych niektórych przywódców, którzy wojnę prowadzą również w Internecie, niektóre sposoby ograniczania wolności mogą okazać się słuszne. Cieszyć się z wolności to jedno, ale naginać tę wolność to drugie. Wolność to przede wszystkim odpowiedzialność, niestety większość chyba nie chce tego zrozumieć. Nie ma wątpliwości, że program SOPA i PIPA, chce przede wszystkim walczyć w sensie ogólnym ze zorganizowaną przestępczością, która w Internecie beztrosko kwitnie i z każdym dniem rośnie w siłę. Jeśli niektórzy europejscy prawnicy i specjaliści biją na alarm w sprawie ewentualnej cenzury, to chyba tylko, dlatego, że wcześniej ustanowione prawo nie zakładało tak szybkiej ewolucji Internetu, ale także zagrożeń, jakie ze sobą niesie. Bez dobrego prawa świat poruszałby się po omacku, ale świat funkcjonujący ze źle dopasowanym prawem do współczesnych wymagań może nie tylko poruszać się w ciemności, ale przewrócić się i zrobić sobie krzywdę. Oby nie było za późno.
Artykuł opublikowany na stronie: Gazeta Elektroniczna w dniu 21/01/2012
Na fotografii Michał Boni. Źródło: Gover.pl
















21/01/2012
Dziennik