Słowa mogą zniszczyć największe imperium, mogą oburzać, burzyć, ale i czarować. Nie ma problemu, jeśli słowa oczarują jednostkę, ale gdy zaczarują grupę, społeczeństwo, a nawet państwo, niechybnie może dojść do przewrotu, ba, rewolucji! Świat od kilku miesięcy przekonuje się, jaką siłą dysponuje słowo: Tunezja, Egipt, Libia, Syria. Rewolucja rozlewa się jak gorąca lawa; tryska jak wulkan i żadna nowoczesna technika nie jest w stanie tego powstrzymać, ale słowo? Owszem.
Dlaczego Platon chciał wykluczyć poetów z Państwa? Dlaczego starożytny filozof nie widział dla poetów miejsca w idealnej Republice? Odpowiadam: Niektórzy sprawę bagatelizują, ale filozofia analityczna sprawę interpretuje jasno i wyraźnie: Wykluczenie poetów z „Państwa” to przemyślany projekt skrajnie racjonalizatorski. Platon doskonale wiedział, że im więcej poetów w „Państwie” tym więcej słów i to nie byle jakich. Dyskurs publiczny pojawiający się w skutek poezji może doprowadzić społeczeństwo do zaburzeń, a nawet ów społeczeństwo skutecznie oszołomić, a na to „Państwo” nie może sobie pozwolić. Dlaczego? Im więcej oszołomów, tym więcej kłopotów.
Chiny, jedna z największych gospodarek świata, zapomniawszy o swoim największym filozofie Konfucjuszu, (według którego podstawowymi cnotami człowieka powinny być: humanitaryzm, praworządność, poprawność, mądrość i lojalność) prowadzi politykę Platońską, a w każdym razie politykę, która wyklucza poetów z życia publicznego.
Kilka dni temu Chiński poeta i dysydent Zhu Yufu został skazany na siedem lat więzienia za „podburzanie do obalenia rządu” w rozpowszechnianym przez internautów wierszu:
”Już czas, Chińczycy, już czas. Masz nogi, więc ruszaj na plac i dokonaj wyboru.
Chiny należą do wszystkich. Z naszej własnej woli wybieramy, jakie mają być”.
I choć poezja Zhu Yufu może nie jest porywająca w warstwie poetyckiej, ale sąd w jego rodzimym Hangzhou na wschodzie Chin potraktował wiersz dosłownie i uznał poezję jako nawoływanie do zamieszek. Chiński poeta po napisaniu wiersza udzielił wielu wywiadów, nie ukrywał, że zainspirowała go „arabska wiosna”. Poeta, który zamierza odwołać się od wyroku, oświadczył w sądzie, że jest niewinny. Swój wiersz jedynie odczytał znajomym, ale wiersza nie rozpowszechniał. Jednak sąd zdania nie zmienił. Zresztą, to już trzeci wyrok Zhu. W 1999 r. został skazany na siedem lat za założenie Demokratycznej Partii Chin. Gdy wyszedł z więzienia, policja nie przestawała go nękać. W 2007 r. dostał kolejne dwa lata za „utrudnianie czynności służbowych” policji, gdy w czasie rewizji stanął w obronie syna.
Niedawno chiński przywódca Hu Jintao napisał w przeglądzie partyjnym, że Chiny muszą stawić czoła „wrogim wpływom zagranicy”. Zapewne miał na myśli „arabską wiosnę”. Dlatego przywódcy chińscy zabrali się do tłumienia protestów w zarodku, i jeszcze zimą 2011 r. rozpoczęli falę represji wobec demonstrantów, w wyniku której zatrzymano ponad stu dysydentów. Jednak niesprawiedliwe i długoletnie wyroki na pisarzy mogą dziwić, bowiem, w chińskim Internecie, na ponad 200 mln blogach wypowiedzi o charakterze politycznym jest całe mnóstwo. Dlaczego więc w Chinach, gdzie Internetu nie można w pełni kontrolować, wysyła się na długie lata dysydentów za kratki? Odpowiedź może być jedna: Wina poetów polega na bezpośrednim sprzeciwianiu się partii oraz na powoływanie się na model zachodni. – informuje Gazeta Wyborcza.
Od wielu lat, ani międzynarodowe organizacje, ani obrońcy praw człowieka nie są w stanie zrobić cokolwiek znaczącego, aby zapobiec łamaniu prawa. I tak, jak kiedyś Hunowie czy koczownicze ludy mongolskie z Czyngis-chanem na czele, tak dzisiaj zachód i Ameryka nie powstrzyma obecnie panującej dynastii przed rażącymi i bulwersującymi decyzjami oraz polityką represji wobec człowieka. W Chinach nikt, ani muru nie przeskoczy, ani nie zburzy. Nikt, ale słowo? Owszem.
Na zdjęciu poeta Zhu Yufu: Źródło Gazeta Wyborcza.
















12/02/2012
Dziennik